DZIEŃ DOBRY, ŚWIECIE

Przez pół roku prowadziłam zajęcia z architektury dla dzieci w przedszkolu i pierwszej klasie szkoły podstawowej. Odkryłam wtedy, że praca, jaką muszę włożyć w wymyślenie i przygotowanie zajęć jest równoważona przez to, ile mogę się podczas tych zajęć nauczyć od dzieci! Nie uważam się za specjalistkę w dziedzinie nauczania architektury – do tego mi daleko. Ale obserwowanie, jak bawią się i myślą dzieci było dla mnie ogromną inspiracją.

Każdy z moich małych architektów uwielbiał ten moment, gdy siadaliśmy na dywanie i oglądaliśmy pisma o architekturze. Kolorowe zdjęcia budynków a nawet rzuty i przekroje okazywały się, o dziwo, niezwykle interesujące. Dzieci na etapie poznawania świata potrzebują pewnego bezpieczeństwa w rozumieniu znaczenia danego słowa – dom to dom, najczęściej z dwuspadowym dachem, kominem, który dymi, drzwiami i oknem. Ale gdy rozmawialiśmy o formie, o tym, że budynki składają się z brył, w których kryją się różne funkcje i że te bryły można zestawiać dość dowolnie pamiętając, że coś ma się zmieścić w środku, to dziecięca wyobraźnia szalała! Obrazy, które tworzyli, przypominały modernistyczne lub postmodernistyczne wille, trafiły się też „chodzące miasta”, mimo że nie oglądaliśmy prac Archigramu…

Przypominam sobie, że podczas pierwszego roku na architekturze na PW prowadzący zajęcia krzyczał, że nasze projekty wyglądają jak gazetka szkolna i że siedmiolatek wymyśliłby coś ciekawszego (nota bene bardzo lubiłam tego prowadzącego, mimo że nie znoszę, jak ktoś na mnie krzyczy). Potem siedząc na dywanie z tymi sześcio- i siedmiolatkami zachwycałam się, jaką mam zdolną grupę. Bo dzieci w tym wieku nie wiedzą jeszcze, że dom tak wyglądać nie może, że to musi mieć ręce i nogi, że tak się nie da. Patrząc na swoją za wąską kuchnię w mieszkaniu, nie kodują sobie informacji, że kuchnia to musi być taka nierodzinna i nieustawna. Trochę inaczej odbierają przestrzeń, więcej się dla nich łączy, ciągle coś ich zaskakuje! A potem dorastają i nie chcą dać się zaskakiwać. A gdy idą na studia architektoniczne słyszą, że mają wrócić do poziomu podstawówki. Głębokiej! I to naprawdę pozwala rozwijać się na nowo.

Z takich przemyśleń rodziło się Tamido. I nadal się rodzi, bo jeszcze nie wymyśliliśmy, jak zminiaturyzować całą światową architekturę. Na razie chcemy po prostu pokazać dzieciom, że architektura jest fajna i że mogą mieć wpływ na otaczającą ich przestrzeń. Chociaż tę minimalną, zamkniętą w domkach. W naszym domu to nadal my mamy ostateczny głos co do wystroju. Chyba…